Z jakiego powodu seks małżeński nie rozwiązuje problemu uzależnienia od zachowań seksualnych?

Seks małżeński może pomóc osobie uzależnionej pokonać nałóg, ale nigdy nie może być samym w sobie rozwiązaniem problemu. Wiele osób licząc na to, że po ślubie im „przejdzie”, bardzo się rozczarowało. Doświadczając dalej tych samych problemów po ślubie co przed, doświadczają dodatkowego poczucia winy i rozczarowania, oprócz całej mnogości pozostałych negatywnych emocji, które znali już wcześniej. To doświadczenie jest niezwykle przykre i może czasem powodować uczucie utraty nadziei i stan rezygnacji. Zupełnie nie potrzebnie, gdyż problem uzależnienia ma swoje rozwiązanie, tylko tyle, że samo małżeństwo nim nie jest.

Przyczyną tego, że seks małżeński nie rozwiązuje problemu uzależnienia jest pewna substancja chemiczna wytwarzana w mózgu o nazwie dopamina. Dopamina jest neuroprzekaźnikiem odpowiedzialnym za wzbudzanie motywacji, odczuwanie przyjemności i ekscytacji. Generalnie rzecz ujmując, gdy coś pobudza wydzielanie dopaminy, to chcemy tego więcej. Dopamina wydziela się zawsze wtedy, gdy mamy kontakt z czymś przyjemnym szczególnie wtedy, gdy jest to nowe i ekscytujące. Im coś jest nowsze i/ lub bardziej ekscytujące (ryzykowne), tym więcej dopaminy się wytwarza i tym bardziej potem chcemy powtórzyć to doświadczenie. Aktywność seksualna jest typowym przykładem zachowania, które pobudza wydzielanie dopaminy. Seks nie jest oczywiście jedyną sytuacją, która stymuluje wytwarzanie dopaminy. Równie adekwatnymi przykładami są: spływ kajakowy, oglądanie ciekawego filmu, słuchanie niebywałej historii, gry drużynowe, gry komputerowe, smaczne jedzenie, przejażdżka kolejką górską itd. Generalnie można powiedzieć, że kręci nas to co przyjemne, nowe i ekscytujące, niezależnie od tego czym to jest. W codziennym życiu dopamina pełni funkcje regulacyjną naszego zachowania, motywując nas do podejmowania działań, które okazały się dla nas przyjemne. W niektórych jednak przypadkach ten system może zacząć działać przeciwko człowiekowi, taki stan ma miejsce w przypadku wszelkich nałogów.

W jaki sposób dopamina wpływa na powstanie nałogu i dlaczego seks małżeński nie rozwiązuje problemu, dobrze ilustruje przykład uzależnienia od pornografii (podobnie działa to w przypadku pozostałych typów uzależnień seksualnych). Osoba, która ma pierwszy raz kontakt z pornografią, doznaje gigantycznego wyrzutu dopaminy w mózgu. Seks sam w sobie jest aktywnością, która powoduje bardzo silny wyrzut dopaminy, a pornografia to seks na hiper sterydach. Oglądając pornografię mózg ma kontakt z nieograniczoną ilością przyjemności, nowości i ekscytacji. Powoduje to wyrzut ogromnej ilości dopaminy, w skutek czego człowiek odczuwa uczucie haju i odlotu podobnie jak po narkotykach. Doświadczywszy tego haju naturalne jest, że chce ponownie doświadczać tego uczucia. Wchodzi więc kolejny i kolejny raz, by oglądać to, co daje takie fale przyjemności. Problem polega jedynie na tym, że mózg broni się przed przedawkowaniem własnymi substancjami chemicznymi i zaczyna zmieniać swoją tolerancję na te substancje (ta sama ilość wywołuje słabszą reakcję). W praktyce oznacza to, że osoba przestaje odczuwać przyjemność z tego, co wcześniej takie uczucie dawało. Również bodźce wcześniej nowe i ekscytujące, stają się znane i nieciekawe, co z kolei znów powoduje spadek wydzielania dopaminy. Pornografia przychodzi tu jednak z „pomocą” oferując dostęp do stale nowych treści, jak i bardziej ostrych i ryzykownych. W ten sposób osoba może stale doświadczać haju dopaminowego, gdyż może dostarczać sobie ciągle nowości i ekscytacji. Skutkiem tego jest postępujące uniewrażliwienie na stare bodźce i ciągły przymus zwiększania stymulacji i powrotu do znanej przyjemności. Dopamina pcha osobę do ponownego oglądania pornografii, a wzrost tolerancji powoduje konieczność sięgania po coraz ostrzejsze treści. Osoba w nałogu uzależniona jest więc nie tyle od seksu, jak od haju dopaminowego spowodowanego oglądaniem pornografii. W tym całym procesie leży wytłumaczenie, dlaczego żaden seks małżeński nie może stanowić rozwiązania problemu. Osoba uzależniona nigdy nie będzie doświadczała takiego haju ze swoim współmałżonkiem/ą, jak wtedy gdy oglądała pornografię. Podczas jednej sesji osoba może obejrzeć dziesiątki stosunków, dziesiątki osób i stale nowe i coraz ostrzejsze fantazje. Żaden nawet najlepszy seks nie jest wstanie wywołać takiego efektu w mózgu. To tak jak żadne nawet najlepsze jedzenie, nie da takiego uczucia przyjemności, jak porcja twardego narkotyku. Osoba uzależniona, gdy doświadcza głodów seksualnych, to tak naprawdę nie tęskni za seksem, tylko za hajem! Ten haj natomiast może osiągnąć jedynie poprzez hiper stymulację spowodowaną oglądaniem pornografii. Dodatkowo osoba zawsze będzie czuła pewien pociąg do pornografii, niezależnie od tego jak bardzo jest zakochana w swoim współmałżonku/ce i jak bardzo mu się podoba. Dla mózgu małżonek/a jest znanym bodźcem a bodziec nowy zawsze wywołuje większy wyrzut dopaminy. Dlatego też jako ludzie jesteśmy łatwo kuszeni seksualnie przez inne osoby, niezależnie od tego jak bardzo podoba nam się partner, z którym jesteśmy. Nie ma to związku ze złą wolą czy zepsuciem, tylko z tym, że nasz mózg lubi nowości. Nie dotyczy to oczywiście tylko seksu, wszyscy lubimy nowe telefony, nową muzykę, nowe jedzenie, zwiedzać nowe miejsca; Tak to wszystko sprawka dopaminy. Większość z nas umie jednak kontrolować tę potrzebę nowości i odmawiać sobie przyjemności. U osób uzależnionych jest trochę inaczej. Na skutek przedawkowania dopaminy nastąpiła radykalna przebudowa pewnych obszarów mózgu, które stają się bardzo wrażliwe i „głodne” ponownego przeżycia zaznanego haju. Dlatego osoba uzależniona może okazjonalnie tęsknić za tym, co zaznała niezależnie od tego, jak udane życie seksualne prowadzi. Nie oznacza to jednak, że musi ona temu ulegać. Seks małżeński jest dobrym sposobem na zaspokojenie popędu seksualnego, ale nie rozwiąże problemu pociągów nałogowych, gdyż one jak opisałem, mają inne źródło (w haju dopaminowym). To ważne, by zdawać sobie sprawę z tych mechanizmów i nie obwiniać się, że pomimo wstąpienia w związek małżeński odczuwa się „niechciane ciągoty”. Mózg stale szuka przyjemności i szczególnie lubuje się w nowych bodźcach, pamięta też dokładnie w jakich okolicznościach doświadczał najsilniejszych uniesień i pragnie do tego powrócić. Wiedząc o tym, należy się spodziewać powracających pokus seksualnych związanych z dostrzeganiem atrakcyjności innych osób, czy też obrazów obecnych w Internecie.

Mam nadzieje, że teraz jest już jasne czemu seks małżeński nie rozwiązuje problemów seksualnych, chodź tak jak napisałem może pomóc. Oto parę wskazówek jak seks może być pomocny:

  • Warto jest szczerze i otwarcie rozmawiać o swoich zmaganiach i trudnościach rozumiejąc dokładnie ich przyczyny. Wiele problemów seksualnych wywołana jest niezrozumieniem lub tarciem w tej dziedzinie. Jeśli jedna ze stron nie rozumie, że druga może się zmagać i odbiera to jako złą wolę lub grzeszne nastawienie, wtedy szanse na dobre relacje są małe.
  • Warto jest dbać o dobry i stały kontakt seksualny. Tak jaki pisałem sam seks problemu nie rozwiązuje, ale może pomóc. Ogromnie pozytywnie wpływ ma seks, jeśli jest połączony z powstrzymywaniem się od nałogowych zachowań. Mózg wraca wtedy z czasem do pewnego stanu równowagi dopaminowej oraz przeprogramowuje się na nowe bodźce. Z czasem seks małżeński staje się coraz bardziej preferowanym zachowaniem dla osoby uzależnionej. Oznacza to, że jej pragnienia i tęsknoty odruchowo coraz częściej kierują ją w stronę seksu z współmałżonkiem a nie z tym co zaznała wcześniej. Osoba, która też regularnie zaspokaja swoje potrzeby seksualne, będzie zwyczajnie mniej podatna na pokusy w tej dziedzinie.
  • Należy nauczyć się „poprawnego” korzystania z dopaminy w kontekście seksu i jednocześnie unikać powrotu do patologicznych wzorców. „Poprawne” wzbudzanie dopaminy poprzez seks małżeński obejmuje takie zachowania jak:
    • Okresy krótkich przerw seksualnych (np. parę dni, tydzień), tak by znane bodźce znów były atrakcyjne. Po krótkim okresie przerwy, nie zmąconej inną aktywnością seksualną (np. masturbacją), kontakt seksualny ze współmałżonkiem/ą poskutkuje wyrzutem większej ilości dopaminy, więc i przyjemność będzie większa.
    • Wprowadzanie zmian, nowości i ekscytacji. W małżeństwie warto próbować nowych rzeczy i doświadczać razem przyjemności. Tak jak mózg reaguje na nowe obrazy pornograficzne w Internecie wyrzutem dodatkowej dopaminy, tak zmiana koloru włosów żony, inna halka nocna, inne miejsce, inna pora dnia uczyni dokładnie to samo (chodź na pewno nie tak intensywnie). Należy unikać rutyny i powtarzalności. Zmiany są dobre też w kontekście seksu.
    • Tworzenie atmosfery i dbanie o grę wstępną. Wszystkie rzeczy, które budują napięcie, ekscytacje, angażują zmysły, będą skutkowały zwiększeniem przyjemności. Należy pamiętać, że przyjemność seksualna to coś o WIELE WIĘCEJ niż „haj” dopaminowy. Podczas miłosnego zbliżenia dzieje się w mózgu o wiele więcej niż tylko wyrzut dopaminy. Gdy dwie osoby przeżywają seks jako wyraz głębokiej miłości i oddania, to skutkiem jest paleta doznań, które są niezwykle przyjemne i często mocno różnią się od tego co osoba kojarzy z nałogowego życia. (Mała notka poboczna – przemysł erotyczny wytworzył w nas przekonanie, że przyjemność seksualna to właśnie tylko „haj” dopaminowy czyli uczucia związane z nowością i ryzykiem. Stąd przyjemny seks prezentowany jest jako dziki, ryzykowny, spontaniczny, niebezpieczny, „zły” .itd. Przy prawdziwej rozkoszy seksualnej przyjemność płynąca z wyrzutu dopaminy pełni tylko jedną z ścieżek przyjemność i wcale nie musi być ona główna).
    • Należy unikać tendencji do wchodzenia w stare patologiczne wzorce zdobywania przyjemności seksualnej poprzez poszukiwanie sposobów na wzbudzanie ponownie haju dopaminowego. Najczęstszym sposobem próby osiągnięcia takiego stanu jest przenoszenie fantazji wcześniej zaznanych do wspólnego pożycia. Te skojarzone z poprzednimi stanami, często mające zabarwienie czegoś mocno ekscytującego (niebezpiecznego, perwersyjnego) i nowego (w sensie dawno niedoświadczanego), mają możliwość ponownego wzbudzania utęsknionego haju. Jest to jednak bardzo zły pomysł, gdyż wzbudzanie takiego haju zawsze kończy się ponownym wzrostem tolerancji, tzn. szybko się nudzi i znów pojawia się ochota na więcej. Takie zachowanie uaktywnia też stare wzorce zachowania i pragnienia, które mogą łatwo mogą popchnąć osobę w ramiona nałogu. Skutkiem też jest to, że osoba zamiast uczyć się funkcjonować w stanie równowagi, ponownie ją zaburza wywołując stany haju, rezultatem jest ponowna utrata zainteresowania normalnym seksem, a rozpoczęcie poszukiwania sposobów na kolejne „odloty”. Reasumując, poszukiwanie nowości i przyjemnej ekscytacji jest dobre, ale gdy przeradza się ono w szukanie ryzyka i nasilonego poszukiwania nowych doznań, to może to być oznaka ponownej próby odpalenia starych schematów.