Potrzeba miłości i bliskości

Potrzeba miłości, bliskości i akceptacji odgrywa szczególnie istotną rolę przy uzależnieniu od seksu, dlatego chciałbym opisać je bardziej szczegółowo.

Każdy człowiek na ziemi jest tak stworzony, że chce czuć się kochany, akceptowany oraz pragnie mieć poczucie więzi i bliskości z innymi ludźmi. Niezaspokojenie tych podstawowych potrzeb emocjonalnych prowadzi do powstania głębokiej wewnętrznej pustki, którą ludzie próbują czymś wypełnić. Dla wielu takim sposobem zaspokajania tych potrzeb uczuciowych staje się właśnie seks.

Współżyjąc z inną osobą, lub oddając się pornografii internetowej, człowiek może na chwilę poczuć się kochanym, szanowanym, akceptowanym. Szczególnie szeroko rozumiana branża płatnego seksu (pornografia, prostytucja) żeruje właśnie na tych potrzebach. Korzystając z pornografii czy prostytucji można przez chwilę poczuć się jak ktoś wyjątkowy i atrakcyjny. Ten emocjonalny aspekt nałogu wzmacnia efekt płynący z fizycznej przyjemności wykonywania danej czynności, silnie wiążąc osobę i prowadząc ją do uzależnienia.

Przyjemne uczucia emocjonalne pękają jednak jak bańka mydlana zaraz po osiągnięciu szczytu, zostawiając osobę w zupełnie przeciwstawnym stanie smutku, wstydu, winy oraz poczucia własnej bezwartościowości. Te emocje na dłuższą metę są nie do zniesienia, z tego też względu osoba szybko wraca do nałogowych zachowań, by znów poczuć się atrakcyjnie (np. słysząc to od osoby mówiącej do niej z ekranu komputera). Przy wychodzeniu z nałogu nie można pominąć potrzeby zaspokojenia tych emocji (potrzeb). Większość osób uzależnionych od seksu odczuwa niskie poczucie wartości, jak również brak poczucia bycia kochanym i akceptowanym. Jeśli te potrzeby nie zostaną w zdrowy sposób zaspokojone, powrót do uzależnienia jest kwestią czasu. Ponieważ trwając w nałogu, osoba sztucznie tłumiła potrzeby miłości i bliskości, większość nigdy nie wykształciła (lub porzuciła) umiejętności nawiązywania zdrowych relacji międzyludzkich, które są prawidłowym źródłem ich zaspokojenia. Problem z tymi emocjami polega jednak na tym, że w świecie, w którym żyjemy, znaczna część ludzi deklaruje stały głód emocjonalny w tym obszarze życia. Osobiście wierzę, że wynika to z drastycznego odejścia naszej kultury od podstawowych wartości i zasad, które pozwalają ludziom żyć w równowadze i zdrowiu psychicznym. Czas, w jakim żyjemy, każe upatrywać sens ludzkiego życia w zdobywaniu dóbr, indywidualizmie i egoizmie, koncepcja rodziny i lokalnej społeczności ulega postępującemu rozpadowi, a wiara w Boga zaczyna być uznawana za zabobon z epoki średniowiecza. Jestem natomiast przekonany, że jedyny sposób, by człowiek naprawdę czuł się spełniony, wartościowy i kochany, to powrót do głębokich wartościowych relacji z innymi ludźmi i z Bogiem oraz prowadzenie życia skupionego na celach wyższych niż te oferowane przez kulturę konsumpcjonistyczną. Gdy Jezus chodził po ziemi ok. 2000 lat temu, najchętniej garnęły się do niego prostytutki i celnicy (na dzisiejszy język gangsterzy, lub kolaboranci). Sądzę, że były ku temu dwa powody. Pierwszy to fakt, że Jezus mówił o łasce i przebaczeniu, a ci ludzie dokładnie wiedzieli, że potrzebują właśnie odpuszczenia win. Jednak poza odpuszczeniem win, istniał też drugi czynnik, który sprawiał, że ludzie tak się do Niego garnęli.

Powodem tym była Jego akceptacja i miłość, które Jezus wyrażał w swoich przesłaniach, oraz sens, jaki nadawał życiu. Ludzie, poza tym, że są winni czy ułomni, przede wszystkim potrzebują czuć, że są kochani i wartościowi. Jezus w swej służbie poświęcił bardzo wiele mówił o swoim stosunku do ludzi, a także o stosunku swojego Ojca do nas. Jedne z najczęściej cytowanych słów Jezusa, a też jedne z najbardziej znaczących znajdujemy w Ew. J. 3:16. Brzmią one tak „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Jezus przyszedł na świat po to, by objawić miłość Boga ludziom poprzez wzięcie na siebie ciężaru ich win i pojednanie człowieka z Ojcem. Poprzez Jezusa człowiek ponownie może doświadczyć utraconej wcześniej relacji z Bogiem w niebie, który kocha człowieka wieczną i bezwarunkową miłością (nie mylić z niewymagającą). Ta miłość i akceptacja nie jest tylko konstruktem teoretycznym, ale jest czymś, co może być doświadczane przez osobę pojednaną z Bogiem, jak czytamy w Ew. J:14:21-24 „(21) Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie. (22) Rzekł do Niego Juda, ale nie Iskariota: Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu? (23) W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać. (24) Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca”. Posiadanie prawdziwej społeczności z Bogiem, jest czymś, co naprawdę może odmienić ludzkie życie. Fakt, że tak się dzieje, jest jednoznacznie kojarzony z zaspokojeniem pewnych potrzeb, które człowiek w sobie nosił i w inny sposób nie mogły być one ukojone. Nawet jeśli część osób (w tym też część psychologów) wiąże to z efektem placebo (innymi słowy, że jest to efekt ludzkich oczekiwań a nie realnego Bożego działania), to skuteczność tego rodzaju przeżyć wskazuje, że są one rzeczywistym ludzkim pragnieniem. Nie ma wątpliwości, że jako ludzie szukamy społeczności, z czymś większym od nas i nadrzędnego celu w życiu. Jest to wpisane głęboko w naszą psychikę. Jestem przekonany, że nie jest to błędny albo przestarzały ślad w naszym mózgu, ale prawdziwa tęsknota za czymś prawdziwie istniejącym i osiągalnym. W Bogu człowiek może doświadczyć tej miłości, którą całe życie szukał w różnych innych miejscach.

Szukając bliskości ludzie nie przez przypadek „uwieszają się” również na innych osobach. W ten sposób próbują zaspokoić naturalnie w nas występujący głód relacji i bliskości z drugim człowiekiem. To poszukiwanie zaspokojenia emocjonalnego w kontaktach z innymi jest zupełnie naturalne, aczkolwiek często przybiera bardzo niezdrowe wymiary. W poszukiwaniu uczucia ludzie potrafią używać seksu jako monety przetargowej, oddawać się aktom homoseksualnym próbując odnaleźć bliskość i akceptację ze strony innych (przedstawicieli tej samej płci, bądź utraconej relacji z rodzicem), lub też rezygnować ze swoich potrzeb i pragnień tylko po to, by być z kimś w związku. Żaden człowiek nie jest „samotną wyspą”, bez bliskich kontaktów z innymi czujemy się samotni i puści. Nasze życie zaczyna się jako owoc miłosnej relacji dwojga ludzi, tworzących rodzinę (a przynajmniej tak miało być). Rodząc się wchodzimy od razu do pewnej struktury zwanej rodziną, w której mamy możliwość wzrastać i następnie budować już samodzielne, nowe relacje z innymi osobami. W końcu mamy możliwość założyć własną strukturę rodzinną, która da życie kolejnej generacji ludzi. Nasze życie jest więc życiem społecznym, bez tych relacji nasz rozwój nie może prawidłowo przebiegać, ani nie jesteśmy w stanie zdrowo funkcjonować. Wszelkie zaburzenia w tym procesie budowania relacji (szczególnie na poziomie rodziny) odbijają się szerokim bolesnym echem w całym naszym życiu. Jakość naszych kontaktów z innymi stanowi drugi po relacji z Bogiem fundament naszego zdrowia psychicznego. Bóg stwarzając człowieka, już w ogrodzie Eden dał mężczyźnie kobietę. Pomimo tego, że Adam miał pełną i bliską relację z Bogiem Ojcem, nie była ona wszystkim czego potrzebował do tego, by czół się w pełni spełnionym człowiekiem. Mężczyzną, kobietą, i człowiekiem stajemy się w pełni dopiero w relacji z innymi. Nie ma męskości bez kobiecości, ani kobiecości bez męskości.

Człowiek nie może w pełni być sobą, jeśli nie ma interakcji z inną jednostką. Jezus wiedząc dokładnie, jak niezwykle istotną sprawą są relacje międzyludzkie, takie oto przykazanie dał swoim naśladowcom: Ew. J. 13: 34-35 (34) Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. (35) Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.

Pragnieniem Jezusa było, by Jego uczniowie doświadczywszy odnowienia, mieli ze sobą relacje oparte na prawdziwej miłości do siebie. Jednym z podstawowych celów każdej prawdziwej wspólnoty chrześcijańskiej powinno być tworzenie środowiska obfitującego w zdrowe i bliskie relacje międzyludzkie. Człowiek może w takiej społeczności doświadczyć miłości i akceptacji ze strony innych ludzi niezależnie od tego, kim jest i skąd pochodzą. Sam Jezus stwierdził, że dwa najważniejsze przykazania to kochać Boga i swego bliźniego, jak samego siebie. Są to zarówno przykazania, jak i ludzkie potrzeby. Gdy te dwie podstawowe potrzeby relacji (z Bogiem i ludźmi) są w człowieku zaspokojone, pokusa powrotu do nałogowych zachowań seksualnych jest znacznie mniejsza. To, co może człowieka kusić, to chęć ponownego przeżycia przyjemności płynącej z nałogowego seksu, jednak człowiek, który czuje się kochany i akceptowany, nie odczuwa już wtedy potrzeby zaspakajania swoich potrzeb emocjonalnych w sposób nałogowy. Zmaganie staje się więc znacznie mniejsze.

O tym, jak poznać Boga i zacząć doświadczać Jego miłości przeczytasz w następnym rozdziale.