Grzech czy choroba?


 

Jednym z najważniejszych pytań, jakie ludzie zadają odnośnie uzależnienia i zachowania osób uzależnionych jest to, czy należy traktować je w kategoriach grzechu, czy też choroby. Od tego jak odpowiemy na to pytanie, będzie zależeć nasze podejście do leczenia takich osób, jak i sposób ich traktowania. Kiedyś zwyczajem było traktować osoby uzależnione jako osoby złe i grzeszne. Postrzegano, że ich zachowanie wynika ze słabości charakteru, bądź moralnego upadku. Nikt nie określał ich stanu, jako wewnętrznego zniewolenia, czy też nie diagnozował jako zaburzenia funkcjonowania umysłu. Od XX wieku  podejście do tej kwestii się jednak zmieniło. Wraz z rozwojem terapii, nauki i popularności ruchu AA (Anonimowych Alkoholików), zaczęto coraz bardziej postrzegać nałóg w kategoriach choroby. Przy tym sposobie postrzegania uzależnienia, człowiek pod wpływem nałogu nie jest ani zły, ani grzeszny, lecz cierpi z powodu choroby, która zmuszą go do „czynienia nie tego czego chce, lecz tego czego nie chce”. To podejście rzuciło więcej światła na naturę uzależnienia i wyrządziło wiele dobrego. Tym samym nauka pozwoliła zrzucić z tych osób piętno bycia złymi, zepsutymi jednostkami, które nie chcą zapanować nad swoimi żądzami. Obecnie przyjmowanym punktem widzenia jest to, że osoby uzależnione nie potrzebują stać się dobre w sensie moralnym, ale że są chore i potrzebują wyzdrowieć. Rodzi się jednak wiele pytań, np. jak traktować złe uczynki osoby uzależnionej? Czy fakt, że jest chora, zwalnia ją z odpowiedzialności? Na ile człowiek, może wpłynąć na swoje zachowanie, a na ile jest bezwolnie poddany nałogowi? Czy jako ludzie w ogóle odpowiadamy za nasze zachowanie, a jak tak, to w jakim stopniu? Czy można przypisać człowiekowi winę, kiedy nie mógł inaczej postąpić? Czy fakt, że ktoś nie umiał dokonać innego wyboru, bądź było to szalenie trudne, zwalnia go z winy? Czy musi pokutować za złe rzeczy, które zrobił? Zagadnienia te, dotykają fundamentalnych kwestii odnoszących się do natury człowieka a także dobra i zła.

 

Zaskakującą odpowiedź na te pytania, możemy znaleźć na kartach Biblii. Słowo Boże w ciekawy sposób łączy ze sobą zrozumienie ludzkich słabości jak i osobistej odpowiedzialności człowieka.

 

Zacznijmy od początku. Biblia naucza, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo (Rdz. 1:27). Stwarzając człowieka umieścił go w ogrodzie Eden, gdzie wszystko było dobre. Nie było śmierci, cierpienia ani grzechu. Człowiek jednak przekroczył Boży zakaz i wprowadził grzech na świat a razem z nim  śmierć.

 

Rz. 5: (12) Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli…

 

Od tego momentu żyjemy w świecie, w którym istnieje grzech, panuje śmierć i jej konsekwencje czyli choroby. Innymi słowy żyjemy w upadłym świecie. Biblia uczy też, że wszyscy rodzimy się z tendencją do grzechu i przekraczania Bożych nakazów. Król Dawid w Psalmie 51 rozpacza przed Bogiem nad swoim upadkiem i stwierdza, że tendencję do przekraczania Bożych Nakazów człowiek ma od urodzenia.

 

Ps. 51: (7) Oto zrodzony jestem w przewinieniu i w grzechu poczęła mnie matka.

 

Biblia jasno stwierdza, że jako ludzie rodzimy się już ze skłonnością do grzechu i wszyscy grzeszymy, nie ma ani jednego, kto by swoim postępowaniem zaprzeczał temu faktowi.

 

Rz. 3: 9b Wykazaliśmy bowiem uprzednio, że tak Żydzi, jak i poganie są pod panowaniem grzechu, (10) jak jest napisane: Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego, (11) nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga. (12) Wszyscy zboczyli z drogi, zarazem się zepsuli, nie ma takiego, co dobrze czyni, zgoła ani jednego.

 

Żaden człowiek nie może powiedzieć, że zawsze czyni dobrze i nigdy nie przekracza Bożych (czy nawet ludzkich) nakazów i zakazów. Wszyscy wciąż dopuszczamy się rzeczy, o których wiemy, że były złe i których wolelibyśmy nigdy nie zrobić. Biblia stwierdza nie tylko, że grzeszymy, ale mówi o tym, że jesteśmy pod panowaniem grzechu. Oznacza to, że jako ludzie nie umiemy i nie istnieje taka możliwość, by ktoś przeżył życie, bez upadków. Należy więc zadać pytanie, czy jeśli nie jesteśmy w stanie czynić tylko dobrze, ale panuje nad nami grzech, to czy jesteśmy winni lub odpowiedzialni za nasze złe czyny? Czy jeśli jesteśmy w stanie wykazać, że nie mogliśmy uczynić inaczej, to czy to kasuje naszą winę? Odpowiedź znajdziemy w kolejnych wersetach.

 

Rz. 7: 14b A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. (15) Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię. (16) Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, to tym samym przyznaję Prawu, że jest dobre. (17) A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech. (18) Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. (19) Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. (20) Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. (21) A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. (22) Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. (23) W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach.

 

Paweł stwierdza tutaj kluczowe rzeczy odnośnie naszej ludzkiej natury. Zauważa, że jako człowiek ma dobre intencje, jednak pomimo tych pragnień, czyni to co jest złe. Jak więc to rozumieć? Czy czyni to on, czy czyni to ktoś inny? Kto jest odpowiedzialny? Apostoł tłumaczy to wewnętrznym konfliktem, w którym siły są nierówne. Mówi o tym, że jego wola pragnie dobra, ale jego ciało tego co złe, oraz że jego ciało z grzesznymi skłonnościami (skutek upadku człowieka), przejmuje nad nim kontrolę – niewoli go. Stwierdza więc, że jeśli to nie jest efektem jego woli, to nie on to robi, ale grzech, który w nim mieszka. (Grzech można zrozumieć jako wewnętrzną tendencje do łamania norm moralnych w skutek działania impulsów i pragnień sprzecznych z nimi). Paweł opisuje sytuacje beznadziei, którą doświadczają też osoby uzależnione, w której człowiek nie chce czegoś zrobić, ale czuje się zmuszony, by to kontynuować. Apostoł nie nazywa tego jednak chorobą tylko grzechem. Używa jednak tego słowa w zupełnie innym sensie niż zwykle. Paweł pisze o grzechu jako o zniewoleniu a nie jako wewnętrznej nieprzymuszonej złej woli człowieka. W ten sposób Apostoł ukazuje prawdziwą przyczynę rzeczy, która znajduje się poza wolą człowieka (to nie człowiek chce uczynić zło).

 

Koncepcja, o której mówi Paweł jest bardzo istotna, bo łączy ze sobą dwa zagadnienia – odpowiedzialności i zła. Pytanie jakie należy postawić dotyczy determinacji. Czy jeśli coś jest zdeterminowane (nieuniknione), czy można mówić o tym, że jest to złe? Czy jeśli małe dziecko w przypływie młodzieńczej furii, zepchnie ze schodów swoje rodzeństwo, to czy jest to złe? Możemy być przekonani, że dziecko nie rozumiało tego, co zrobiło i nie umiało opanować swoich emocji. Czy jednak śmierć rodzeństwa przestaje być w tym momencie złem a staje się neutralne pod kątem moralnym? Nie, dalej jest ono zła. Pytaniem pozostaje, czy w takim razie dziecko jest złe? Odpowiedź jaką daje Paweł jest następująca: dziecko nie jest z gruntu złe ale mieszka w nim tendencja do czynienia zła (agresja, zazdrość, krzywda). Wielokrotnie jest tak, że świadomie wybieramy, to co jest nieprawidłowe ale czasem jest tak, że pomimo dobrych chęci czynimy to co niedobre. Kolejnym fundamentalnym twierdzeniem Apostoła jest to, że grzechu nie zalicza się komuś jeśli nie wiedział, że czyni coś niewłaściwego.

 

Rz. 5: (13) Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa.

 

Oznacza to, że niezależnie od naszej świadomości czy to co robimy jest złe czy nie, jest to dalej grzechem. Z tego wynika, że ostateczną przyczyną naszych złych postępowań jest grzech, który w nas mieszka. Jest to choroba, która toczy nas od wewnątrz. Grzech jest przeciwieństwem tego, co Bóg dla nas przewidział. Jako psycholodzy (do których się zaliczam) mamy świetne wytłumaczenia dla tego, czemu ludzie dopuszczają się zła. Tak samo jak lekarze posiadają doskonałe wytłumaczenia dla przyczyn ludzkich chorób. Potrafimy bez problemu w dużej części przypadków, zdefiniować przyczyny choroby czy zachowania wskazując na naturalne zjawiska. Niemniej jednak dalej pozostaje pytanie, skąd biorą się wszystkie choroby i zło? Czy fakt, że umiemy wytłumaczyć etiologię (pochodzenie) choroby czy zachowania powoduje, że choroba staje się zdrowiem, a zło staje się dobrem? Biblia podaje nam przyczyny jednego i drugiego stanu rzeczy. Źródłem, istnienia na świecie choroby oraz zła jest upadek człowieka (grzech). Jezus urodził się, by nas odkupić i uratować. Kiedy powróci, wszystko naprawi, pokona grzech i śmierć. Powstanie nowy świat, gdzie nie będzie już tych rzeczy. Prawda o tym, że nikt z nas niezależnie od chęci, nie umie być zawsze zdrowym, czy dobrym, nie powinna powodować, że przestajemy szukać przyczyny i remedium. Biblia podaje i jedno i drugie. Naszą odpowiedzialnością jest jedynie gotowość, by zaakceptować ten stan rzeczy i przyjąć lekarstwo.

 

Jak więc w tym świetle rozumieć problem uzależnienia i zachowania osoby uzależnionej? Człowiek zniewolony przez nałóg, cierpi na chorobę, która powoduje, że dopuszcza się złych czynów. Jest on w dużej mierze bezsilny wobec swojej choroby sterowany przez nią. W tym wszystkim chciałby zachowywać się inaczej, ale nie umie. Tutaj, dochodzimy do stwierdzenia, że nie czyni tego on, lecz choroba, która w nim jest. Nie tylko osoba uzależniona jest w takiej sytuacji, ale my wszyscy. Dotyczy to nas wszystkich, którzy jako ludzie, dopuszczamy się takich czy innych grzechów. Często zastanawiając się czy tak naprawdę cofając czas, umielibyśmy zachować się inaczej.

 

Uzależnienie jak niewiele innych rzeczy na tym świecie obrazuje ludzką bezsilności wobec naszej natury. Wszyscy jako ludzie ulegamy naszym skłonnościom, pragnieniom, impulsom, egoizmowi itd. Co ciekawe, patrząc globalnie na nas jako gatunek, wszyscy zachowujemy się w pewnym stopniu, jak osoby uzależnione. Z wielką łatwością, przychodzi nam obsesyjne angażowanie się w rzeczy, które wiemy, że nam szkodzą. Coraz częściej i śmielej mówi się wręcz o tym, że wszyscy ludzie są uzależnieni, tylko od różnych mniej lub bardziej oczywistych rzeczy. Ludzie uzależniają się od miłości, nienawiści, marudzenia, troskania się, plotkowania, kawy, złości, jedzenia, ryzyka, władzy itd. Próbując zmienić nasze zachowanie natrafiamy na ogromny opór, a często, przez wiele lat zaprzeczamy jego istnieniu! Więc uzależnienia tylko wskazują na dużo głębszy problem, którym jest upadła natura ludzka. Można powiedzieć, że wszyscy jako ludzie z powodu grzechu, który w nas panuje, utraciliśmy kontrolę nad naszym życiem i potrzebujemy siły wyższej od nas samych, by ją odzyskać. Czy więc jesteśmy wolni od odpowiedzialności, jeśli nie panujemy nad naszym życiem? Odpowiedź po raz kolejny brzmi „nie”. Grzech jest grzechem i oddziela nas od Boga. Dlatego Paweł napisał:

 

Rz. 7: (24) Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci?

 

Jest to wołanie, które tak często wznoszą osoby uzależnione (ale nie tylko one). Kto lub co jest rozwiązaniem dla mojego uzależnienia, które jest dla mnie formą niewoli!? Wiem, że nie robię tego  z własnej woli tylko moja choroba (grzech). Co nie zmienia , że jest to szkodliwe (dla mnie, dla bliskich). Dalej ranię, zdradzam, kłamię, krzywdzę, manipuluję! Gdzie jest lekarstwo?

 

Na ten niemy krzyk osób uzależnionych i całej ludzkości, odpowiada Jezus.

 

Ew. J. 8: (31) Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziesz trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami (32) i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. (33) Odpowiedzieli Mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: Wolni będziecie? (34) Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. (35) A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. (36) Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni.

 

Jezus stwierdza to samo, co później podtrzymuje Paweł, że jako ludzie, jesteśmy niewolnikami grzechu. Rzeczy których się dopuszczamy są złe dla nas a świadomość tych konsekwencji, nie powstrzymuje nas przed kontynuacją tych zachowań. Nie jesteśmy wolni, nie stanowimy w pełni sami o sobie, gdyż znajdujemy się w niewoli. Jezus mówi, że tylko On może dać nam prawdziwe rozwiązanie problemu. Zbawiciel zna źródło i przyczynę naszego stanu. Urodził się po to, aby być zapłatą za nasze grzechy i wziąć na siebie nasz dług, w ten sposób unicestwiając wszelką winę oraz torując nam drogę do pełnej wolności. Nie ma przy tym znaczenia ile grzechów popełniliśmy z premedytacją a wobec ilu byliśmy bezsilni. Zakładając nawet, że całe zło jakie w życiu popełniliśmy, nie jest naszą wolą a działaniem w nas grzechu, to nie zmienia to faktu, że dalej potrzebujemy ratunku. Analogicznie, nawet gdyby wszystkie choroby jakimi w życiu się zaraziłeś, nie były efektem twojego zaniedbania, to czy nie potrzebowałbyś lekarza? Z tego względu Jezus przyszedł na świat z darem, jakim jest łaska zbawienia:

 

Ew. J. 3: (16) Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (17) Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.

 

Ostatecznie, jedyne co możemy zrobić, to zdecydować czy chcemy skorzystać z tego ratunku czy nie. Czy chcemy wyzbyć się naszych grzechów i otrzymać za nie przebaczenie. Finalnym zagadnieniem nie jest więc to, na ile jesteśmy dobrze czy źli, tylko czy chcemy znając nasz stan, skorzystać z pomocy i uzdrowienia, czy też odtrącimy wyciągniętą rękę? Tak też w uzależnieniu, ostatecznie najmniej istotną kwestią jest to, na ile osoba jest odpowiedzialna za zło, które wyrządziła. Rzeczą najważniejszą jest to czy widząc całe swoje zło, chce z niego zrezygnować? Ludzie tak naprawdę są bezsilni wobec samych siebie i swoich słabości. Zmagamy się nie tylko z problemami uzależnienia ale także strachu, wyrzutów sumienia, gniewu, kłamstwa lub braku radości z życia. Prawdziwe życie, pełne swobody i radości, jest w zasięgu ręki każdego człowieka. Dzięki cudownej ofierze Jezusa i tylko dzięki niej, możemy zwrócić się do Ojca w Niebie, prosząc go o pomoc, a On tej prośby na pewno nie zignoruje. Potrzebujemy siły większej od nas samych, by zostać całkowicie obmytym z całego brudu ziemskiej egzystencji.

O tym jak znaleźć się w bliskiej relacji z Bogiem i skorzystać z tego, co Jezus uczynił dla ciebie na krzyżu przeczytasz w dziale Wiara”.